Lamprechtsofen 2001


notatka po pierwszym turnusie

© Tomasz Snopkiewicz ; - Jan Kućmierz z żelazem zabieranym do PL-ki   W sobotę 11.08 do kraju wrócili ostatni uczestnicy I turnusu wyprawy Lampo 2001. W pierwszym turnusie udział wzięli: Andrzej Ciszewski - kierownik, Jan Kućmierz, Renata Wcisło (tydzień), Mariusz Szot, Tomek Snopkiewicz, Agnieszka Żelechowska, Kuba Nowak, Krzysiek Nowak (wszyscy KKTJ), Kornelia Nowak (S.D.G), Agnieszka Gajewska (SW) oraz dwoje zacnych gości z Żagania: Mundek Kondratowicz i Marcin Furtak(Speleoklub Bobry) .
W całej ekipie oprócz kierownika pojawiamy się pod chatką w nocy z 22 na 23.07. Pierwsze trzy dni to oczywiście uciążliwe transporty do bazy przy jeziorkach. Kolejne dwa to transporty i zakładanie górnej bazy pod otworami jaskiń. Pogoda dopisuje znakomicie. Celem pierwszego turnusu było sprawdzenie najdalej na południe wysuniętych części PL-ki w galeriach na -450. Oraz równoległa działalność w CL-3 w problemach położonych nieco wyżej niż była prowadzona zeszłoroczna działalność. Pierwsze akcje to poręczowanie obu jaskiń. PL-ka zreporęczowana praktycznie w całości pochłania 650 m. liny i ok. 70 kompletów żelaza.
© Tomasz Snopkiewicz ; - Jaskimia M13 W ciągu tygodnia odbywają się dwa krótkie biwaki W PL-2. Niestety problemy, na które osobiście najbardziej liczyłem bardzo szybko rozwiązują się negatywnie. Były to dwie zagruzowane studnie w galerii odkrytej przed dwoma laty, której końcówka jest punktem najbardziej zbliżonym do CL-3. Pierwszą z nich, położoną przy końcu galerii, udało się odgruzować po kilkudzięsięciu minutach pracy. Właściwie okazuje się ona tylko pionowym przełazem doprowadzającym do sporej szczeliny. Od razu sprawdzamy azymut: 180 - wprost idealnie. Po kilkunastu metrach szczelina urywa się studnią a następnie, niestety, rozmywa w licznych ciasnotkach bez możliwości dalszej eksploracji. Do drugiej studni udaje się o dziwo wejść bez przestawienia jednego kamienia. Po przeciśnięciu się między wantami staje się na półce, a w dół prowadzi owalna, pięknie myta studnia, która po ok. 40 m. zjazdu po prostu...się kończy. Sprawdzamy jeszcze dokładnie wszystkie podejrzane miejsca i wobec zakończenia możliwości dalszej eksploracji wychodzimy na powierzchnię wynosząc biwak, po to...by za dwa dni wnieść go tam z powrotem. Kierownik skierował nas w jeszcze jeden ciąg również eksplorowany przed dwoma laty, praktycznie nie skartowany. Naszym zadaniem było skartowanie całego ciągu oraz rozejrzenie się za możliwościami dalszej eksploracji na południe, jednak bez nadmiernego angażowania się w nią. Miejsce, którym najlepiej puszczało - stary meander poprzecinany licznymi kaskadami - niestety zdecydowanie wracało się na północ. Udało się natomiast wyeksplorować ciąg, który nieco poszedł na południe, lecz dalsza działalność wymagałaby mozolnej wspinaczki a na to nie było warunków. Po dokończeniu wszystkich pomiarów ekipa wyszła na powierzchnię.
© Tomasz Snopkiewicz ; Okno w 70-tce Równolegle odbywała się prężna działalność w CL-3. Najważniejszym efektem było odkrycie galerii w oknie w siedemdziesiątce. Ma ona kilkaset metrów, jest poprzecinana licznymi studniami i przebieg generalnie zachodni. W związku z tym niewielkie ma szanse na połączenie z PL-2, natomiast kierunek wskazuje na możliwość połączenia z Wieserlochem.
Bardzo interesującego odkrycia udało się natomiast dokonać w ostatnich dniach pierwszego turnusu. Na głębokości -200 m. udało się wejść w szczelinę o przebiegu pólnocnym z silnym przewiewem powietrza. Na przeszkodzie w dalszej eksploracji stanoł brak punktów asekuracyjnych, uniemożliwiając osiągnięcie krawędzi prożka. Jeśli ponad prożkiem będzie puszczało poziomo, to do PL-ki może być już bardzo blisko. Jedynym smutnym faktem są ogromne ilości błota na dojściu do problemu.
W czasie pierwszego turnusu dokonano też dwóch rekonesansów pod kątem przyszłorocznej działalności. Na początku wyprawy sprawdzono dziewiczy masyw Mosermannt w Niskich Taurach - potencjalny cel naszych przyszłych wypraw. Niestety nie udało się namierzyć żadnych otworów, a nawet powierzchniowych form krasowych. Koncepcja wyprawy w Mosermannt zatem upadła.
© Tomasz Snopkiewicz ; Obóz nocą Pod koniec wyprawy pojechaliśmy z kolei na Kitzsteinhorn. Celem było wytypowanie otworów, które w przyszłości mogły by doprowadzić do połączenia z Feichtnersachthole skracając drogę na przodek. Niestety liczne obiekty położone poniżej Feichtnera były zawalone bądź kończyły się ciasnotami. Jedyna większa jaskinia skończyła się po ok. 30 metrach. Planowana na następny dzień eksploracja powierzchniowa w wyższych partiach masywu nie odbyła się ze względu na fatalną pogodę. Obecnie trwa drugi turnus i z niecierpliwością oczekujemy oczekujemy na wieści z karu.


Jan Kućmierz


2001-08-21


Więcej zdjęć
dla cierpliwych lub ze stałym łączem





Nasze wyprawy Lampo: